...Dark passion play...


Księga

Patrz ||| Pisz





Ukochaj

||| {akcja}

Dark passion play



Music







You live long enough to hear
the sound of guns,
long enough to find
yourself screaming every night,
long enough to see
your friends betray you.

On the shore we sat and hoped
Under the same pale moon
Whose guiding light chose you
Chose you all...

***

Żyjesz wystarczająco długo
by usłyszeć głos broni,
wystarczająco długo by odnaleźć
siebie krzyczącego każdej nocy,
wystarczająco długo by zobaczyć
jak przyjaciele cię zdradzają.

Na brzegu usiedliśmy i mieliśmy nadzieję
Pod tym samym bladym księżycem
Którego światło przewodnie wybrało ciebie
Wybrało was wszystkich…



Historia

I | II | III | IV | V |
VI | VII | VIII | IX | X |
XI | XII | XIII | XIV | XV |
XVI | XVII | XVIII | XIX | XX |
XXI | XXII | XXIII



Elita

vergessene-kinder


Archiwum

2006
maj (3)
czerwiec (2)
lipiec (1)
sierpien (1)
wrzesień (2)
październik (2)
listopad (2)
grudzień (1)

2007
styczeń (1)
luty (1)
marzec (2)
maj (1)
czerwiec (1)
lipiec (1)
wrzesień (1)

2008
luty (1)
kwiecień (1)




Mafia und TH



Lay, Html ||| Mylog

***

Zakaz kopiowania!









piątek, 4 kwietnia 2008 » 22:13:54 » ROZDZIAŁ XXIII

Od autorki:

Wreszcie ukazał sie nowy odcinek. Szlaban się skończył i mogę swobodnie zająć się blogiem. Myślę, że zmiany, które nastapiły podobaja się Wam. Notka dedykowana wszystkim czytelnikom i fanom TH. Jak wiadomo jutro mija rok od koncertu. Jak ten czas szybko płynie... Nowego odcinka spodziewajcie sie w okolicach pierwszego maja. Wiadomo mam teraz bardzo dużo nauki, gdyż zbliża się koniec roku szkolnego. Całuski!




Gdy dojechali do szpitala i wyszli z karetki prócz kilku lekarzy na Lenę i Agnes rzuciły się wręcz obie matki i przytuliły je, ściskając mocno. Całe trzęsły się ze strachu, ale powoli dochodziły do siebie, widząc przy sobie całe i zdrowe córki. Mimo ulgi, nie kryły także gniewu:
-Okropnie się o was martwiłyśmy! Macie natychmiast wracać do domu! Nie zdajecie sobie sprawy w co się wpakowałyście?! Ci bandyci mogli wam zrobić krzywdę, albo co gorsza zabić! Co wogóle strzeliło wam do głowy?!- krzyczała opiekunka Agnes.
Dziewczyny stały obok siebie i wpatrywały się beznamiętnie w chodnik, z policzków kapały im łzy.
-Ale na szczęście już wszystko jest w porządku- powiedziała, nieco spokojniejsza matka Leny i pogłaskała obie po głowach.
-Nic nie jest dobrze!- wybuchła ze łzami w oczach brunetka i energicznym ruchem strząsnęła ręke kobiety ze swoich ciemnych włosów- Bill i Tom są w śmiertelnym niebezpieczeństwie częściowo z naszej winy, a wy mówicie, że już jest wszystko w porządku?
-Rozumiemy was, ale policja wszystkim się już zajęła i napewno ich odszukają. Może już nawet to się stało- odpowiedziała matka Leny, nieco zdziwiona takim zachowaniem córki.
-Wiedziałam, że tak powiesz! Wogóle się nimi nie martwicie, dla was jest tylko ważne, że nam sie nic nie stało!- krzyczała rozstrzęsiona Lena.
-Wcale tak nie...- zaczęła tłumaczyć się zdezorientowana kobieta, ale lekarz, który przed chwilą do nich podszedł ze szpitala przerwał jej mówiąc:
-Te dwie młode damy powinny zostać na obserwacji, musimy przeprowadzić kilka badań...
-Są zdrowe i nic im nie jest. Wracamy do domu- powiedziała ostro matka Agnes i złapała dziewczynę za ręke i zaciągnęła do swojego samochodu, mimo szarpania się blondynki.
Lena równiez protestowała, ale po chwili także znalazła się w aucie i obie zapłakane, przyklejone nosami do szyby, w milczeniu pojechały w drogę powrotną. Ale ani myślały tak zostawić tej sytuacji, musiały coś zrobić, za bardzo im zależało na chłopakach... Ale jak ich odnajdą? Co się im stanie? Z każdą chwilą czuły jak oddalaja się od Billa i Toma, jakby wszystko było tylko snem i za chwilę miało pęknąć i zniknąć jak bańka mydlana. Czy wogóle dane im będzie kiedykolwiek się jeszcze spotkać z bliźniakami?

***

Simone krążyła niespokojnie na korytarzu szpitalnym, mimo zakazu paliła papierosy jeden po drugim. Oczy miała czerwone i opuchnięte od płaczu. Wyobrażała sobie najgorsze rzeczy, które mogły się stać, którym nie mogła zapobiec... Chciała pomóc swoim synom, dowiedzieć się co im jest, ale nie miała możliwości, tak samo jak Gustav i Georg siedzący na krzesłąch obok kobiety. W głowach mieli totalna pustkę. Wydarzenia z ostatnich paru godzin działy się tak szybko... to jakiś sen! Wmawiali sobie, że to nie mogło stać się naprawdę. Pozostało im tylko czekać na jakąś wiadomość, a każda sekunda, minuta zdawała im się wiecznością.

***

Leżał na śliskiej podłodze wyłożonej starannie czarnymi, zimnymi płytkami. Chłód przeszył całe jego obolałe ciało tak aż zatrząsł się lekko. Poczuł, że z tyłu głowy sączy mu się krew i pojedyńcze jej krople spadają na ziemię. Po chwili odważył się uchylić powieki. Ujżał przed sobą kamienne schody oświetlone srebrzystą poświatą, która dawała jedyne źródło światła. Dookoła panował mrok i głucha cisza. Bill zamknął ponownie oczy. Przełknął ślinę i oblizał swoje spierzchnięte wargi. Nie miał pojęcia gdzie się znajduje i ile tu czasu będzie, a może już umarł i czeka teraz na wyrok Wszechmocnego? Po pewnym czasie spróbował sie podnieść, lecz chwilę później opadł z sił i osunął się na podłogę.
-Jest tutaj ktoś?- zapytał zachrypiałym głosem, tak jak umiał najgłośniej.
Nikt mu jednak nie odpowiedział prócz mrocznego echa, które rozniosło się po ścianach. Zrezygnowany, mimo bólu głowy chciał zasnąć i wiecej sie nie obudzić. Nie widział żadnej szansy powrotu do rodziny i przyjaciół. Nie wiedział ile czasu minęło od jego porwania, a najgorsze, że kompletnie nie miał pojęcia gdzie się znajduje. Ostatni moment, który zapamiętał to krzyk Toma i silny uścisk Dera, który zaciągał go wgłąb lasu. Pojedyńcza, gorzka łza spłynęła mu po zimnym, sinym policzku. Było mu okropnie zimno, więc skulił się w kłębek i starał się o niczym nie myśleć. Czekał, sam nie wiedział na co. Nie miał siły wstać i spróbować uciec z tego potwornego miejsca, ale w pewnym sensie nawet mu na tym nie zależało. Czas wlókł się niemiłosiernie, chłopak powoli tracił czucie we wszystkich częściach swojego ciała. Myślał, że to są ostatnie chwile jego życia, ale jednak po czasie zaszumiał mu w głowie gruby, ale dość łagodny i przyjazny głos:
-Obudź się chłopcze...
Bill z wielkim trudem otworzył oczy i ujrzał przez mgłę postać o długich, czarnych włosach stojącą przed nim na schodach. Była ubrana w czarny, skórzany płaszcz. Z głosu można było wywnioskować, że jest mężczyzną. Nieznajomy podszedł do niego szybkim krokiem, ukucnął przed nim i pogładził szorstką reką po głowie. Bill syknął z bólu i zadrżał. Jednak nie bał się obcego.
-Ciii... nic nie mów- powiedział łagodnie mężczyzna- Crap przynieś ciepłej wody, jakąś chusteczkę i pospiesz się.
-Tak jest panie- odrzekł mafiozo, który nagle wyłonił się z ciemności, po lewej stronie schodów. Obok niego stał Flux.
-Co z nim zrobimy Devon?- zapytał zniecierpliwionym, o wiele grubszym głosem Dero, który również wyszedł z mroku, ale po prawej stronie.
-Spokojnie Marc, wszystko w swoim czasie- odrzekł mężczyzna i wziął od Fluxa wodę i przemył nią ranę na głowie półprzytomnego Billa.
-Oczywiście, ale chciałbym przypomnieć, że nas ścigają i trzeba szybko działać- zauważył Dero i znikł w ciemności.
Devon westchnął i zwrócił się do pozostałych:
-Zostawcie nas samych.
Na te słowa Crap i Flux ukłonili się przed nim i odeszli po schodach na górę.
-Jak się czujesz? Mam nadzieje, że nie zrobili ci krzywdy?- zapytał się łagodnie mężczyzna.
Bill nie otwierał oczu, ciążko oddychał z otwartymi ustami, ale chwilę później odpowiedział słabym, drżącym głosem:
-Gdzie ja jestem?
Devon uśmiechnął się.
-W bezpiecznym miejscu. Czy nie miałbyś nic przeciwko temu żebym zaniósł cię do pewnego wygodniejszego miejsca, bo nie sądze byś był sam w stanie tam dojsć?
Chłopak kiwnał głową i po chwili znalazł się na jego rękach. Mężczyzna był silny i dobrze zbudowany, więc nie miał najmniejszych trudności z uniesieniem chudego i lekkiego jak piórko młodszego Kaulitza. Bill był mocno wyczerpany i prawie nic nie czuł, trząsł się z zimna jak galareta. Szli pewien czas w zupełnej ciemności, przeszli za duże stalowe drzwi, a potem krętą drogą po schodach w dół. Doszli do kolejnych drzwi i weszli do środka, gdzie było o wiele jaśniej niż w poprzednich miejscach. Devon położył Billa na miękkim łóżku i przykrył satynowa pościelą. Obok na stoliku stał dzban z gorącą herbatą i butelką bodajże z winem. Mężczyzna nalał do dwóch kieliszków czerwony płyn i podał jeden bliźniakowi, który otworzył oczy ze zdumienia. Siedział w bardzo przytulnym pokoju z błękitnymi ścianami. W rogu stał duży, brązowy fotel, a obok znajdowały się regały z ogromną ilością róznych, starych, zakurzonych ksiąg i albumów. Można było wywnioskować, że są gdzieś w podziemiach, o czym świadczył zupełny brak okien. Na stoliku obok łóżka stał posrebrzany świecznik, który przywarł mocno do drewna blatu przez zlaną z wielu świec sterynę. Bill chwycił szybko kieliszek i wypił wszystko. Ciepły płyn rozgrzał go od środka i poczuł się już trochę lepiej. Wpatrywał się w jeden punkt na stole i po chwili milczenia zapytał:
-Czego chcesz ode mnie?
-Wiedziałem, że o to zapytasz Bill. Nawet bym się mocno zdziwił, by to pytanie nie padło z twoich ust. Niestety narazie nie mogę odpowiedzieć na nie, muszę najpierw ci coś pokazać- odrzekł spokojnie Devon i dopił swoje wino- niestety musisz uzbroić się w cierpliwość i nabrać trochę sił.
-Wypuść mnie!- warknął Bill- nie chcę bawić się z tobą w jakieś zagadki i tajemnice.
-Och ależ oczywiście, że cię wypuszczę, ale w swoim czasie- powiedział mężczyzna i wstał- radzę ci się przespać i odpocząć. Niedługo przyjdę ponownie i wszystkiego się dowiesz- dokończył łagodnie i wyszedł zamykając za sobą drzwi. Bill zerwał się z łóżka i podbiegł chwiejnym krokiem do nich. Były zamknięte.
-Wypuść mnie!- krzyknął ponownie chłopak i zaczął walić pięścią w twarde drzwi.
Znów odpowiedziała mu cisza. Bill osunął się ze zmęczenia na podłogę i wpatrywał się ze łzami w oczach w płomienie z palących się świec. Myślał o Tomie i dziewczynach, o zrozpaczonej matce... czy nadal go szukają? Ile czasu tu już przebywa... parę godzin? Parę dni? Miesięcy? Ostatniem sił wstał i położył się na łóżku. Czego oni ode mnie chcą? Te pytanie krążyło mu bez przerwy w pulsującej bólem głowie. Usnął głębokim snem po paru chwilach. Bez jakiejkolwiek nadzieji... CDN.

...Dark passion play...

¤ komentarze [21]



poniedziałek, 11 lutego 2008 » 15:10:24 » ROZDZIAŁ XXII

Tom biegł jak opętany w głąb lasu, potykając się co chwilę o jakieś korzenie drzew i kamienie. Po słowach matki wpadł w dziką furię i teraz jego jedynym celem było uratowanie Billa i pokazanie wszystkim, że nie jest on wcale takim tchórzem. Chciał ocalić brata ponad wszystko, nawet jeśli miałby oddać za to swoje własne życie. Nie bał się już nikogo i niczego. Za całe to zamieszanie z mafią obwiniał siebie i musiał to teraz jakoś naprawić. Powoli zbliżał sie do porywaczy. Słyszał z oddali ciche jeki Billa i bliżej nieokreślone dźwięki wydawane przez mafiozów. Miał ochotę ich wszystkich pozabijać tu i teraz, bał się jednak, że zrobią coś złego czarnemu. Tak mu było go szkoda, przecież niczym nie zawinił... jeśli ktoś miałby być porwany to tylko on sam...

***

Stali wszyscy bez ruchu w zupełnej ciszy. Do ich uszu dochodziły tylko coraz to głośniejsze dźwięki nadjeżdżającej karetki i policji. Simone rozpłakała się na dobre i trzęsła się jakby przed chwila wyszłą z lodowatej wody. Georg i Gustav poszli do lekarzy, a Agnes i Lena zostały z roztrzęsiona kobietą, która powoli traciła już siły.
-Zabija ich... obu... to moja wina... nie dopilnowałam ich!- mówiła przez łzy Simone.
-Proszę się nie martwić. Oni napewno sobie poradzą. Wszystko będzie dobrze- powiedziały razem dziwczyny, by wesprzez ją na duchu, chociaż same miały wielkie obawy i z trudem powstrzymywały się od płaczu.
Po kilku sekundach podbiegli do nich lekarz i komendant policji. Lena, która była w stanie jako jedyna, opisała mu dokładnie co się wydarzyło. Potem musiała udać się do karetki razem z Agnes i Simone. Grupa uzbrojonych policjantów pobiegła w głąb lasu i znikła im z oczu. Cała szóstka razem z Gustavem i Georgiem, pomimo protestów, że chcą zostać, pojechała do szpitala na obserwację. Mieli złe przeczucia... nic nie mówili... Tom i Bill zostali sami...

***

Bill poczuł mocne uderzenie w tył głowy. Obraz przed oczami natychmiast mu się rozmazał i po chwili już nic nie widział. W uszach szumiał mu tylko śmiech i głosy porywaczy. Stracił przytomność i upadł na twardą ziemię... CDN.

EDIT: 30.03.2008

Wiem po świętach miała być nowa notka. Napisałam już ją, ale niestety nie mam możliwości jej przepisać, ponieważ mam kolejny szlaban od rodziców. Postaram się jak najszybciej dodać odcinek.

Pozdrawiam.


...Dark passion play...

¤ komentarze [14]



sobota, 1 września 2007 » 00:00:20 » URODZINY =)

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO DLA NASZYCH KOCHANYCH BLIŹNIAKÓW!!!!!!! ZDROWIA, SZCZĘŚCIA, SPEŁNIENIA MARZEŃ, MASY FANEK, NAGRÓD I WSZYSTKIEGO, WSZYSTKIEGO CO SOBIE TAM ZAPRAGNIECIE!!!! KOCHAMY WAS!!!! :*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*

...Dark passion play...

¤ komentarze [32]



niedziela, 22 lipica 2007 » 17:14:36 » ROZDZIAŁ XXI

Bill zacisnął mocno oczy. W głowie miał totalną pustkę. Ani myślał wyrwać się z mocnego uścisku mafioza. Przygryzł dolną wargę i zcekał. Nie przejmował się już niczym, nie zależało mu. Tom stał oszołomiony na środku drogi i zupełnie nie wiedział co robić. Gdyby był sam uciekłby w jakiś sposób, ale tu również znajdował się Bill, jego brat i najważniejsza osoba w życiu. Przełknął śline i rzekł:
-Mam to co chcieliście. Wypuśćcie ich teraz.
Dero wyszedł z cienia i stanął w blasku ognia, który palił się mocno w rozbitym aucie. Wypuścił niedopalonego papierosa na ziemię i przygniótł go nogą. Uśmiechnął się szyderczo tak jak to było w jego zwyczaju i odpowiedział zachrypłym głosem:
-Najpierw chłopcze oddaj mi ten woreczek.
-A jaką...- Tom zachwiał się, spojrzał na brata, aż w końcu dokończył- ...mam pewność, że wypuścisz ich potem?
-Ha! I tu cię mam! Nie możesz mieć pewności... tak samo i ja nie mogę. W worku, który trzymasz może być zupełnie coś innego.
Na te słowa braci przeszył zimny dreszcz. Bill oprzytomniał i otworzył oczy. Tom po raz kolejny spojrzał na czarnowłosego i szybkim ruchem wysypał na trawę część zawartości worka.
-To twoje, a teraz...- nie dokończył, bo Dero mu przerwał.
-Jak rozkarzesz! Puśćcie ich i więcej mi się nie pokazujce- zakończył mafiozo i podszedł do worka z pieniędzmi.
Zza drzew wybiegli Gustav i Georg, a za nimi Crap ze skrzywioną miną i pistoletem w ręku. Tom podbiegł do przyjaciół i przytulił mocno.
-Rany jak dobrze znów was widzieć!- krzyknął szczęśliwy dredziarz.
-Ciebie też- powiedzieli oboje i uśmiechnęli się do niego- a gdzie jest...
-Tom!!!- Bill wrzasnął głośno, aż echo rozniosło się po całym lesie.
Trzech mafiozów szarpało się z nim i próbowało zaciągnąć go do swojego auta.
-Kurwa!- syknął Georg i pędem rzucił się w stronę porywaczy, by ich zatrzymać.
Tom jednak stanął mu na drodze i szepnął:
-Oni mają broń, pozabijają nas...
-Ty też masz, nie?- odrzekł basista.
-Nawet o tym nie myśl, tam jest mój brat. Nie narażę go na takie niebezpieczeństwo!- wrzasnął do niego dredziarz.
-To co mamy zrobić? Pozwolić im odjechać z Billem?- warknał przerażony Gustav.
Tom odwrócił się do nich plecami i krzyknął do znikających w mroku facetów:
-Nie tak się umawialiśmy!
-Mówiłem, że nie możesz mieć stu procentowej pewności, a tak poza tym... oddałem ci tych dwóch, a o tym- tu spojrzał na szarpiącego się wokalistę- o tym nie było mowy!
Bill próbował się jakoś wyrwać, ale uścisk trzech bandytów, był za mocny. Zagłębiał się z mafiozami w głąb lasu, w mrok i wielka pustkę. Z oczu powoli znikał mu obraz przyjaciół i palącego się auta. Tracił powoli siły, miał jeszcze jednak tą garstkę nadzieji, że Tom jakoś mu pomoże... Krzyknął ostatni raz:
-Tom!!! Przepraszam...
-Zamknij się pedale, bo ci zaraz wbiję tą kulkę- warknął Flux i szarpnał go mocno.
Tom stał przerazony bez ruchu. Za co on go przeprasza? To raczej on samo powinien... Łzy napłynęły mu do oczu. Nie... nie mógł tak tego zostawić. Nagle Gustav usłyszał cichy szelest zza swoich pleców. Po chwili z ciemności od strony ulicy wybiegła kolejno Simone, Agnes i Lena. Matka rzuciła się na zdesperowanego syna i krzyknęła:
-Coś ty zrobił najlepszego?! Przez ciebie to wszystko!- Simone złapała obiema rękami za ramiona chłopaka i lekko nim potrząsnęła- jeśli coś się stanie Billowi!- krzyczała przez łzy.
Po tych słowach Tom dostał dzikiej furii. Rzucił się pędem za mafiozami i wyciągnął naładownay pistolet z kieszeni.
-Macie tu czekać i nie iść za mną. To mój brat i ja go uratuję. Tylko ja...
Starszy Kaulitz zniknął im z oczu. Biegł najszybciej jak mógł i starał się nie robić dużego hałasu. Po słowach swojej matki poczuł sie winny tego, że mafiozi porwali Billa. Gdyby wcześniej zareagował...
Agnes i Lena stały przerażone i nie mogły wydusić z siebie żadnego słowa. Ogień powoli dogasał, robiło się coraz ciemniej i chłodniej.
-Idę za nimi. Nie obchodzi mnie to co owiedział Tom- warknęła zdenerwowana Simone i chwiejnym krokiem poszła za bliźniakami.
-Musimy wezwać policję- zaproponował Gustav.
-Co ona nam da? Już za późno- jęknęła Lena.
-Może jeszcze da się coś zrobić. Georg daj mi swój telefon- odpowiedział perkusista i wykręcił numer.
-Chodźcie do samochodu Simone. Poczekamy tam na policję- rzekł basista i cała czwórka udała się w stronę głównej ulicy.
-Ja wiedziałam, czułam, że stanie się coś złego- mówiła szybko Agnes, ocierając łzy z policzków. Gustav objął ją ramieniem i rzekł drżącym głosem:
-Wszystko się dobrze skończy. Musimy mieć nadzieję. Zaraz nadjedzie policja.
-Oby nie było za późno- dokończyła Lena ze strachem w oczach...

***

Bill już całekiem opadł z sił i posłuszenie szedł razem z mafiozami. Nie wiedział zupełnie dokąd idą. Najpierw ciągnęli go do auta, a teraz? Teraz szli w głąb lasu w zupełnych ciemnościach. Zapomniał też, że w kieszeni ma naładowany pistolet, o którym na szczęście nic nie wiedzieli porywacze...CDN

...Dark passion play...

¤ komentarze [34]



piątek, 15 czerwca 2007 » 20:40:13 » ROZDZIAŁ XX

Miasto ogarnął mrok. Powietrze stało się zimne i bardzo nieprzyjemne. Z ulicy zniknęły prawie wszystkie samochody, ciężarówki i taksówki. Okolica wydawała się opuszczona i zapomniana. Nastała dziwna cisza, nawet najmniejszy oddech było słychać bardzo wyraźnie. Tom lekko zwolnił, od pewnego momentu uspokoił się i nic już nie mówił. Patrzył przed siebie uważnie, a ręce trzęsły mu się ze strachu. Siedzący obok Bill trzymał niepewnie na kolanach worek z fałszywymi banknotami i dwa pistolety. Gładził je ręką jakby były dla niego najważniejszą rzeczą w życiu. Czuł, że tak łatwo im nie pójdzie...
-Tom zatrzymaj się...
Dredowłosy ocknął się jakby z transu i spojrzał kątem oka na brata.
-Po co? Jeszcze nie dojechaliśmy.
-Ale lepiej będzie jak tam dojdziemy, a nie dojedziemy- odpowiedział spokojnie Bill, by nie denerwować swojego towarzysza.
-Zatrzymam auto dopiero na moście.
-Tom proszę cię- Bill nie dawał za wygraną.
-Nie zatrzymam!- krzyknął starszy Kaulitz.
-Nie rozumiesz, że tak będzie lepiej?
-To ty nic nie rozumiesz! A teraz się zamknij!- syknął Tom.
Czarnowłosy nic już nie odpowiedział. Szybkim ruchem złapał rękoma za kierownicę i zaczął skręcać na pobocze.
-Pojebało cię! Co ty robisz?- wrzasnął dred.
-Nie widzisz? Zjeżdżam z ulicy!
Tom nadal nie chciał spełnić prośby i szarpał kierownicę w drugą stronę. Samochód kiwał się na boki, wjechali w gęsty las. Bill wcisnął swoją nogą hamulec, ale nie zadziałał.
-Hamulce nie działają!- ryknął prawie do ucha bratu.
-Co?! Zabiję Andreasa jak wyjdę z tego żywo!- odpowiedział Tom- dobra zjadę jakoś na bok!
Ferrari wjechało w wąską ścieżkę w środek lasu. Było zupełnie ciemno, tylko światła samochodu dawały jasną poświatę.
-Nie wjedziesz na drzewo... musimy...- tu spojrzał się błagalnie na brata Bill- ...wyskoczyć z auta.
-Hymm...
-Masz ten worek i pistolet. Ja wezme swój- rzekł młodszy Kaulitz.
-Dobra otwórz lekko drzwi i na trzy skaczemy. Raz, dwa... trzy!
Bill wyleciał na prawo i potoczył się w jakieś krzaki. Na szczęście skończyło się tylko na małym skaleczeniu ręki o jakieś kolce. Tom po lewej upadł na mech i podarł lekko swoje ogromne spodnie. Czarny wstał, otrzepał się z liści i podszedł do brata, pomógł mu wstać.
-Cudownie! Samochód zaraz się rozbije!- krzyknął wokalista.
Auto szybko zmierzało w stroną ogromnego drzewa. Bracia odsunęli się o pate metrów do tyłu. Ferrari uderzyło o pień i wybuchło głośno. Zapalił się ogień i powstał dym.
-Kurwa mać, wiesz jak to widać?! Ogień rozniesie się na inne drzewa! Jest środek nocy, ja pierdole!- wrzeszczał Tom.
Bill patrzył się z niedowierzaniem na płonące resztki auta. Kręcił się wokoło i kopał kamienie.
-Wybuch był tak głośny, że słychać go pewnie było na drugim końcu miasta!- wydzierał się dalej dredziarz.
-Musimy iść...- zaczął Bill, ale nie dokończył. Usłyszał za sobą czyjeś kroki, nim się odwrócił ktoś złapał go mocno z tyłu za ręce i przystawił pistolet po prawej stronie głowy. Stanął bez ruchu nic nie mówiąc, domyślał się kim są ci 'obcy'. Tom zamarł i spojrzał sie w stronę brata, lekko otworzył usta. W kieszeni nadal miał broń, a w ręku worek z pieniędzmi...

***

Dwie godziny wcześniej...

Lena spała przykryta kocem po uszy w pokoju szpitalnym. Agnes również już powoli zasypiała, ale dręczyły ją różne myśli. Przewracała się z boku na bok i wzdychała ciężko. Nagle na korytarzu za drzwiami usłyszała czyjeś kroki i głośne głosy, rozmowę. Na oddziale zapanowało zamieszanie, brunetka obudziła się i usiadła na łóżku, patrząc się w ciszy na koleżankę.
-Tam coś się dzie...- zaczęła blondynka, ale nie zdążyła. Do pokoju weszła zapłakana Simone.
-Co się stało?- zapytały obie- coś z Billem? Tomem?
-Nie ma ich nigdzie! Ani w domu, ani tutaj, komórek nie odbierają! Nikt ich nie widział!- lamentowała matka bliźniaków, a łzy spływały jej po policzkach.
-O Boże!- pisnęły obie- musimy ich szukać! Ale przecież mieli pojechać do...
-Nigdzie nie mieli jechać!- przerwała im kobieta i wyciągnęła z torebki chusteczkę.
-Jedziemy ich szukać, mam wrażenie, że sprawa z mafią się jeszcze nie zakończyła- rzekła Agnes.
-Masz reację dziecko, musimy ich szukać po okolicy. Zawiadomię jeszcze policję, a wy się ubierzcie... Załatwie w recepcji bym was mogła wziąść na noc. Czekam przed szpitalem- odpowiedziała zachrypniętym głosem Simone i wybiegła z pokoju.
-Mówiłam! Miałam rację... a jak ta mafia...im coś zrobi... Boże Bill...- piszczała Lena i przytuliła się do przyjaciółki. Po policzku Agnes spłynęła gorzka łza...
-Chodź. Musimy jechać, może jeszcze nie jest za późno...

10 minut później

Simone jechała pustymi uliczkami jak najszybciej mogła.
-Gdzie oni mogą być?- pytała wkółko, sama do siebie.
-A może pojechali do jakiegoś kolegi... czy...- tu Agnes i Lena spojrzały sie podejżliwie na siebie- do swoich dziewczyn?
-Oni nie maja dziewczyn... nie mogą. Do jasnej cholery... Andreas!- krzyknąła kobieta i ostro skręciła w lewo. Przyjaciółki uśmiechnęły się do siebie i nic nie odpowiedziały. Po paru chwilach Simone zatrzymała auto przed domem, wybiegła pędem z niego i zaczęła walić w drzwi. Agnes i Lena pobiegły szybko za nią. Wejście było otwarte. Kobieta weszłą do salonu i ujżała półprzytomnego Andreasa na podłodze.
-Dzwońcie po pogotowie!- krzyknęła.
Poklepała chłopaka po policzkach i oparła go o fotel.
-Gdzie są moi synowie?- zapytałą, patrząc mu się w pół zamknięte oczy.
-Kto... a synalki... a pojechali...- jęczał blondyn, kiwając głową.
-Gdzie?!- ryknęła Simona.
-Most...- wywamrotał do końca i zemdlał.
Simone wybiegła z domu, mijając dziewczyny i wsiadła do auta.
-Wsiadajcie! Wiem gdzie są! Pogotowie do Andreasa juz jedzie, nic mu się nie stanie.
Dziewczyny wsiadły bez gadania na tylne siedzenia. To co zobaczyły w domu Andiego pozostawiły bez komentarza... strzykawik, piwo, heroina...
-Gdzie oni są?- zapytała Agnes, rozglądając się na boki.
-Przy moście.... jest jeden w tym mieście- odpowiedziała zwięźle Simona. Była bardzo przejęta, więc przyjaciółki juz o nic się nie wypytywały.
Po pół godzinie wjechały do gęstego lasu. Nagle usłyszały ogromny huk, tak że matka bliźniaków gwałtownie zahamowała.
-Rany co to było?!- wrzasnęła Lena.
Zjechały na pobocze i wysiadły z auta.
-Tam! Patrzcie!- zawołała Agnes- dym! Tam coś się pali!
-Idziemy!- warknęła Simone i pociągnęła dziewczyny za ręke. Po chwili marszu usłyszały szelesty i ogień w oddali, między pniami drzew... CDN

WCHODŹCIE NA --->
TEGO bloga. Jest tam cudowny szablon, który dosłownie powalił mnie z nóg... no i rozkręca się tam również bardzo interesujące opowiadanie. Zapraszam! ;)

***

Mam autograf Lafee :):)

AUTOGRAF LAFEE - KLIK

W następnym tygodniu news :*

...Dark passion play...

¤ komentarze [63]



czwartek, 3 maja 2007 » 17:23:03 » ROZDZIAŁ XIX

Dwie dziewczyny siedziały nadal w pokoju szpitalnym. W pomieszczeniu panował dziwny niepokój, tylko mała lampka przy stoliku Leny paliła się bladym światłem. Za oknem panował nieprzyjemny mrok i cisza. Czarnowłosa leżała na łóżku co chwile spoglądając na komórkę, śmiała się przy tym cicho, a potem pochłonęła się w czytaniu książki. Agnes natomiast była bardzo przygnębiona i smutna, stała jak zwykle przy oknie patrząc się w ciemny krajobraz. Przeczuwała coś złego, martwiła się... myślała o tym wszystkim co się stało... czy aby napewno sprawa z mafią jest już zakończona? I dlaczego chłopaki musieli tak nagle wyjechać? Te dwa pytania nie dawały jej spokoju. Starała się myśleć pozytywie, że wszystko jest już w porządku, jednak serce mówiło coś innego. Obawaiała się, że stanie się coś złego... czego nie będzie mogła zatrzymać i przeszkodzić... westchnęła, oparła się o parapet i popatrzyła w gwiazdy... coś się dziś stanie, tylko co...?

***

-No dobra chłopaki bierzemy się do roboty!- ryknął triumfalnie Andreas na cały dom, a bliźniaki spojrzeli się na niego jak na czubka.
-Ej ej nie rozpędzaj się tak...- zaczął Tom, ale brat mu przerwał jak zwykle:
-Czym tam pojedziemy?- zapytał.
-Pożyczę wam moją furkę, ale jak zobacze na niej rysę to zamorduję- rzekł blondyn i pogroził im palcem.
-Jasne, jak wcześniej nie zrobią tego mafiozi. Dobra idziemy- zkwitował Bill i ruszył w stronę drzwi, ale Andi złapał go szybko za ręke i zatrzymał.
-Mam tu jeszcze coś- powiedział szeptem i wręczył Kaulitzom po jednym pistolecie, na co oni wytrzeszczyli ze zdumienia oczy.
-Gdzie tu pracujesz do jasnej cholery?- krzyknął czarnowłosy.
-Ciszej...
-Dobra dajcie spokuj, bierzemy ten worek z kasą, splówy i lecimy do garażu z autem.
-Ja nie mam zamiaru w nikogo strzelać!- warknął Bill.
-Nie musisz... jak wolisz sam dostać kulką. A z resztą jak ty tego nie zrobisz, to ja walnę kogoś z miłą chęcią- odpowiedział mu Tom.
Cała trójka zeszła schodami do garażu, gdzie znajdowało się czarne ferrari. Andreas usiadł za kierownicą, a reszcie kazał usiąść z tyłu.
-A ty gdzie się pchasz?- zapytał zdziwiony dredziarz.
-No jadę z wami!
-Zostajesz- syknął Tom, opierając się o maskę samochodu.
-Wy nie macie prawa jazdy...
-Ale napewno jeździmy od ciebie o wiele lepiej. Wypad z auta!
-Ale ja chcę wam pomóc!
-Pomożesz nam lepiej jak zostaniesz w domu- wtrącił Bill.
Andreas westchnął i wysiadł z ferrari.
-Jeśli...- zaczął.
-Tak wiemy, wiemy. Idź już!- warknęli oboje.
-Dobra sami tego chceiliście, krzyżyk na drogę- prychnął chłopak i wbiegł na górę.
-No i świetnie- fuknął Tom i usiadł za kierownicą- no włazisz czy mam wysłać specjalne zaproszenie?
Bill bez słowa wsiadł do auta. Wyjechali z piskiem opon na pustą ulicę, skręcili ostro w lewo i wjechali na główną autostradę. Tom nerwowo przebierał palcami i co chwile zmieniał biegi. Trąbił na przypadkowe auta, które jechały obok. Młodszy Kaulitz co chwila spoglądał na brata, kompletnie nie wiedział co powiedzieć... z każdą minutą zbliżali się coraz bardziej do mostu...

***

Na stole stało pięć pustych butelek po piwie, obok leżało opakowanie po papierosach... i kilka działek heroiny, jakieś tabletki i strzykawki. Andreas kiwał się na boki, aż w końcu upadł na podłogę. Miał podkrążone oczy i siną twarz. Mamrotał coś przez sen: ' Nie ma hamulców... nie ma... muszę im powiedzieć' ...CDN

***

Przepraszam za krótką notkę i długą nieobecność, ale poprostu nie miałam weny :P Koncert był... boski... poznałam tyle fajnych osób, mam tyle wspomnień... tego nie da się opisać. 5 kwietnia na zawsze pozostanie w mym sercu jako najważniejszy dzień... A no i jak się podoba nowy szablon ? ;) Pozdrawiam =* Niedługo Comet 2007 ;)

JEŚLI CHCECIE BYC POWIADAMIANI O NEWSACH DAJCIE MI SWOJE GG W KOMENTARZACH. TAK POPROSTU BĘDZIE MI ŁATWIEJ I SZYBCIEJ WAS POINFORMOWAĆ ;p

...Dark passion play...

¤ komentarze [80]



niedziela, 18 marca 2007 » 18:24:31 » ROZDZIAŁ XVIII

Bill siedział niepewnie na łóżku, kompletnie nie wiedział co powiedzieć dziewczynom. Jeśli wszystko opisze tak jak jest napewno będą chciały z nimi iść i pomóc bez względu na wszystko, z drugiej strony nie chciał ich okłamywać... ale jednak musiał i tak zrobił.
-Nic takiego się nie stało, spokojnie- powiedział i uśmiechnął się lekko- muszę tylko z Tomem was na dwa dni opuścić, bo chcemy załatwić pare spraw w Monachium.
-No to pojedziemy z wami!- krzyknęły obie.
-Nie... musicie po tym co się stało wyzdrowieć i odpocząć. Jutro wieczorem już do was wrócimy- wypowiedział szybko Bill i wstał. Podszedł do drzwi, chciał jak najszybciej wyjść z sali, żeby tylko Agnes i Lena się o nic go nie wypytywały... Niestety blondynka złapała go mocno za rękę.
-Czy wy macie jakiś problem?- zapytała podejżliwie i spojrzała mu w oczy.
-Nie. Po prostu mamy sprawę odnośnie płyty. Jak wrócę wszystko wam powiem- chłopak spuścił wzrok.
-Taa?
-Naprawdę nic się nie dzieje, nie martwcie się. Cześć- Bill wyleciał jak oparzony z pokoju zostawiając dziewczyny ze skrzywionymi minami.
-On coś kombinuje chyba- rzekła Lena, zamykając spowrotem drzwi.
-Nie wiem, może... ale przecież musimy im dać trochę luzu i tak mam wrażenie, że jesteśmy dla nich tylko kłopotem- odpowiedziała blondynka podchodząc do okna.
-Masz rację, ale jak im coś grozi... a jak ta mafia...
-Przestań, nawet tak nie myśl- przerwała Agnes- te wstrętne typy to już przeszłość.- dokończyła, ale nie była przekonana zupełnie do tego co mówi...

***
Czarnowłosy chłopak wybiegł szybko ze szpitala, potrącając innych. Wszedł na ruchliwą ulicę. Kompletnie nie wiedział co robić, gdzie iść... Cały czas myślał o Tomie, bał się, że znów wymyśli coś głupiego i wpadną w jeszcze większe tarapaty. Druga myśl, która go dręczyła to to, że okłamał dziewczyny... niby dla ich dobra, ale nie wiedział do końca czy wszystko wyjdzie tak jak planują i nikt się nie dowie o mafii. Pocieszał się tylko faktem, że gdyby się dowiedziały to pewnie by mu wybaczyły... chyba...
Szedł przed siebie zupełnie nie wiedząc dokąd. Po chwili doszedł do dużego parku, był... prawie pusty. Usiadł na ławce i wyjął komórkę, zadzwonił do Toma.
-Gdzie ty jesteś?- zapytał zdenerwowany.
-Poczekaj. Co? Gdzie jestem? U Andreasa...- wyjąkał dredziarz.
Młodszy Kaulitz aż podskoczył na ławce. Jego własny brat naraża kolejną osobę na niebespieczeństwo, ich najlepszego przyjaciela... nie... tego już za wiele. Bill wstał i wydarł się do aparatu:
-Zwariowałeś?! Jeszcze jego wplątujesz w to wszystko?!
-Uspokuj się! Zaraz ci wszystko wytłumaczę, wbijaj do nas, tylko szybko.
-Ale...
Chłopak nie zdążył już nic odpowiedzieć, słyszał tylko ciągły sygnał przerwanej rozmowy.
-Palant- warknął do siebie i ruszył w kierunku domu Andreasa.
Zupełnie o nim zapomniał, że mieszka od kilku miesięcy w Stuttgardzie ze swoją dziewczyną. Powoli złość mu przechodziła, może Tom jednak dobrze zrobił...

***
-Czyli tak... mamy zachowywać się jakby nigdy nic i...i...- jąkał się Tom. Siedział skulony na sofie i nerwowo trząsł nogą. Co chwila spoglądał przez okno i na zegarek... dochodziła 19:00.
-Tak, żeby nie wyczuli jakiegoś podstępu- odpowiedział spokojnie Andreas, popijając mocną kawę. Kompletnie nie był zaskoczony całą tą sytuacją.
-A jak oni się domyślą?
-Nie spodziewałem się tego po tobie- uśmiechnął się chłopak, kładąc nogi na stole.
-Czego?- Tom powoli tracił cierpliwosć, wstał i podszedł do okna. Na ulicy zapaliły się już lampy, panowała mroczna cisza...
-Że z ciebie taki cykor!- zaśmiał się.
Kaulitz odwrócił się i wykrzyknął:
-No a ty byś nie miał pietra na moim miejscu?!
-Dobra spoko, żartowałem...
-Mam nadzeję- warknął Tom- o Bill już jest!
Dred otworzył drzwi. Czarny wpakował się do środka, cały się trząsł z zimna. Bez słowa usiadł naprzeciwko Andreasa i chwycił nerwowo papierosa, który leżał w pudełku na stole. Odpalił.
-Co ci?- zapytał skejciarz, siadając obok niego.
-Nic, co żeście wymyślili?- zapytał Bill, zmieniając temat. Zapach tytoniu rozniósł się po całym domu.
-Dobra chłopaki- zaczął Andi i wyciągnął zza sofy wielki worek, wysypał całą jego zawartość na stół. Bliźniaki wytrzeszczyli oczy i otworzyli lekko usta.
-Yyyy... skkkkąd masz tyle... yyy... TEGO?- zapytał z niedowierzaniem czarnowłosy, widząc rozsypane przed nim pliki zwniniętych w rulon pieniędzy.
-Spoko, są fałszywe- odpowiedział Andreas z błyskiem w oku, szczerząc zęby.
-Aaa i wszystko jasne- uśmiechnął się Tom i poklepał go po ramieniu- spoko koleś z ciebie! No po prostu nie wiem jak ci dziękować!
-Hehe drobiazg. Dawno się nie widzieliśmy... wy się bogaciliście na sprzedanych płytach, koncertach i wywiadach, a ja znalazłem całkiem niezłą robotę.
-Słuchajcie nie chcę wam przerywać jakże to namiętnej rozmowy, ale już się robi późno- wtrącił Bill.
Wszyscy zamilkli i spojrzeli na zegarek... dochodziła 21.40... CDN

***

Hej :* Tak jak obiecałam w weekend notka się pojawiła ;) Jeszcze tylko 18 dni do koncertu ach :* ;) Pozdrawiam :*

***

-->Dopisek z dnia 31.03.07r.


Jak wiadomo dziś są 20 urodziny Georga ;) Z tej okazji życzę mu wiele szczęścia, radości i spełnienia marzeń. Wogóle do całego TH jest to skierowane ;) Jeszcze 5 dni do koncertu wybaczcie, ale chyba napiszę nową notkę dopiero po koncercie, a może nawet Wielkanocy, bo nie będę w stanie po takim szoku xD Myślę, że mnie rozumiecie... nie mam teraz głowy do opka i wogóle reszty rzeczy... tylko koncert i wszystko co z nim związane się liczy :P Nie mogę już spać po nocach i skupić się na lekcjach... xD Tak więc do zobaczenia za 2 tygodnie... może mniej... xD

***


5 kwietnia, godzina 12:18


Aaaaa zaraz jadę na Torwar!!!! xD


...Dark passion play...

¤ komentarze [114]



wtorek, 6 marca 2007 » 16:09:11 » ROZDZIAŁ XVII

Po szpitalnym korytarzu rozniosła się dziwna fala strachu i uczucie lęku. Tom podszedł do okna i oparł się łokciami o parapet, chowając w dłoniach twarz. Westchnął głęboko i milczał. Bill stał oszołomiony na środku i patrzył się zawzięcie w kartkę leżącą na podłodze tuż obok czubka swojego buta. Po chwili podniósł ją niepewnie i podszedł do brata.
-Czemu tego wcześniej mi nie pokazałeś idioto!- warknął czarny.
-No bo było za dużo zamieszania... i...
-Czy ty zdajesz sobie sprawę, że z każdą minutą pogarszamy sytuację?!- zapytał podniesionym tonem Bill, ściskając w ręku papier.
-Mamy czas... napisali, że mamy być o 23 godzinie, dzisiaj w nocy- szepnął niepewnie Tom i odsunął sie od brata.
-No taakkk. To teraz zastanów się skąd wytrzaśniesz przez yyy- tu spojrzał na zegarek- przez osiem godzin 10 milionów euro!
-Nie panikuj. Coś się wymyśli... daj mi tą kartkę- rzekł Tom po raz kolejny wzdychając. Bill rzucił w niego zwiniętym papierem i odpowiedział:
-No pewnie, że mam nie panikować! Mafiozi porwali Gustava i Georga i mamy niecałe osiem godzin na ich uratowanie, ale co tam braciszku... normalka co nie?!- Bill powolił tracił cierpliwość.
-Cicho, nie tak głośno, bo wszyscy usłyszą. Daj mi pomyśleć i sam też coś pokombinuj, a nie tylko się rzucasz- odpowiedział Tom i rozwinął papier, kładąc go na parapecie okna. Bill zrobił dziwaczną minę i podszedł do dreda.
-Czyli... tak po pierwsze mamy być sami... bez żadnej plicji itp- zaczął starszy Kaulitz.
-No tak jak zwykle... a gdzie to ma być?- zapytał już spokojnie Bill.
-Na moście...
-Tu? W Stuttgardzie?
-No, przecież nie na Honolulu! A tu jest tylko jeden most...
-No dobra. To zostało nam tylko skombinowanie kasy i zagranie tak by nikt się nie zorientował gdzie jesteśmy. I dziwczyny, by nic nie wiedziały... już dużo przez nas ucierpiały, za dużo...
-No bratku zaczynasz myśleć!- uśmiechnął się Tom- a o kase to się nie martw, załatwię ją szybciej niż myślisz.
Chłopak złapał kartkę i schował ją spowrotem do spodni. Puścił Billowi oko i ruszył pędem wzdłuż korytarza do wyjścia z budynku.
-Hej!- krzyknął czarny, ale Tom zniknął już mu z oczu.
Wokalista już miał iśc do pokoju dziewczyn, ale coś go zatrzymało. Jakaś myśl... może głupia, ale coś może by zmieniła...?? Wyciągnął szybko komórkę i wystukał telefon do Gustava. Sygnał... jeden, drugi... połączenie przerwane.
-Szczęście, że chociaż ma włączoną tą komórkę- pomyślał i szybko wykręcił numer do Georga, zupełnie nie myśląc o konsekwencjach.
Telefon dzwonił... chłopak krążył niespokojnie po korytarzu, aż wreszcie krzyknął:
-No odbierz!
-Witaj Bill- usłyszał w odpowiedzi. Zimny dreszcz przeszył chłopaka, to nie był głos jego przyjaciela... Był chłodny i bardzo niemiły...
-Kto mówi?- zapytał Kaulitz, zachowując resztki spokoju.
-Dobrze wiesz kto. Macie mało czasu... chyba, że wolicie...
-Przyjdziemy- przerwał mu Bill.
-Tylko bez sztuczek... chyba nie chcesz mieć potem na sumieniu dwóch osób?- zapytał wrednie Dero i zaśmiał się.
-Kurwa nie waż się ich tknąć! Dostaniesz to czego chcesz!- wykrzyknął chłopak i rozłączył się. W głowie szumiał mu ten okropny śmiech... oparł się bezwładnie o ścianę i zamknął oczy...

***

Agnes i Lena siedziały przy stoliku, popijając gorącą herbatę.
-Cieszę się, że wszystko dobrze się skończyło- rzekła brunetka.
-Mam nadzieje, że mafiozi dadzą już chłopakom spokój.
-No i żeby Simone nie była na nich wściekła- zaśmiała się dziewczyna.
-Wiesz co nie myślałam, że oni tacy będą...- zaczeła niepewnie Agnes.
-Jacy?- zaciekawiła się Lena.
-No tacy mili, normalni... nie tacy jak z okładek gazet... sztuczni?!
-Noo... ja też tak myślałam na początku, szczególnie to Tom...
Nastała cisza. Lena wpatrywała się z kwaśną miną na swoją noge w gipsie, a Agnes podeszła do okna i patrzyła na ruch panujący na ulicy miasta. Obie zupełnie nie spodziewały się kolejnych kłopotów...
Nagle do pokoju wleciał Bill i usiadł na łóżku.
-Co się stało?- zapytały z przerażeniem w oczach dziewczyny i usiadły obok niego.
-Bo...- chłopak zająkał się... CDN

***

Jak widać zmiany na blogu xD Mam nadzieję, że się podoba. Rozdział średnio długi... ale teraz postaram się pisać przynajmniej raz na dwa tygodnie. Mam teraz wolne od szkoły, bo są rekolekcje... ;P Ojejku jak ten czas szybko leci... jeszcze tylko 30 DNI!!! AaAAAa!!!
Pozdrawiam :*

I zapraszam na mojego drugiego bloga:

Leben-TH ;]


...Dark passion play...

¤ komentarze [56]



czwartek, 8 lutego 2007 » 20:42:02 » ROZDZIAŁ XVI

Chłopak szybkim ruchem podniósł swoją głowę i spojrzał z niedowierzaniem na bladą, lecz uśmiechniętą twarz Agnes.
-To raczej ja powinnam cię przeprosić. Wypadłam jak wariatka za tobą... nie wiem, coś mnie pociągnęło za tobą- rzekła dziewczyna, podnosząc się i siadając na łóżku koło czarnowłosego. Ten objął ją ramieniem i odpowiedział:
-Już dobrze. Najważniejsze, że nic poważnego ci się nie stało- Bill patrzył się głęboko w jej zielone oczy, a dziewczyna wtuliła się w niego mocno po chwili, chociaż przeszkadzał jej gips, tkwiący na ręce.
-Dziękuję ci...- wyszeptała.
-A za co?- zapytał ze zdziwieniem Mecki, gładząc powoli jej włosy.
-Za to, że jesteś i siedziałeś przy mnie tyle czasu- odpowiedziała ze łzami w oczach.
-Nie płacz- rzekł delikatnie Bill i pocałował ją w policzek.
Agnes ogarnęła wielka fala radości. Po tym wszystkim co się stało chłopak ją pociesza i daje jej jakąś nadzieję na szczęście... i na dodatek tym kimś jest sam Bill, wokalista jej ulubionego zespołu, z którym tyle dzieliła, o którym śniła po nocach i marzyła aby chociaż z daleka na żywo ich zobaczyć... Wtuliła się jeszcze bardziej w czarnego. Czuła się przy nim bezpieczna, zamknęła oczy. Chłopak nic nie mówił, tylko lekko się uśmiechał, nadal obejmując dziewczynę. Siedzieli tak w milczeniu dopuki do sali nie wpadła Lena z Tomem i... Simoną wraz z matką Agnes.
-Kochanie, jak się czujesz?- zapytała rodzicielka dziewczyny i usiadła obok niej na łózku, z drugiej strony niż Bill, który lekko się speszył.
-Wszystko w porządku- odpowiedziała Agnes i rzuciła się na szyję matce.
Lena również powoli do niej podeszła i złapała ją za ręke.
-Masz nogę w gipsie?!- poruszyła się blondynka.
-A ty rękę!- rzekła przez śmiech przyjaciółka.
-To my wam nie przeszkadzamy! Muszę poważnie porozmawiać z tymi dwoma elementami- oznajmiła stanowczo Simona i spojrzała na bliźniaków chłodnym wzrokiem- idziemy na korytarz!- dokończyła i szybkim krokiem wyszła z sali.
Bill wstał powoli i podszedł do opartego o ścianę Toma, który przyglądał się całej tej sytuacji.
-Kłopoty?- zapytał czarny szeptem.
-Jeszcze nie, ja coś wymyślę- odowiedział dred.
-To my zostawiamy panie- powiedzieli razem, ukłonili się i wylecieli z pokoju.
-Bardzo miłe chłopaki, nie spodziewałam się tego po nich- rzekła matka, nadal tuląc córkę.
-Mamo, nie winisz ich chyba za ten wypadek? To moja wina...- szeptała Agnes.
-Oczywiście, że nie. Na drugi raz jednak jak coś zrobisz przemyśl to dobrze- odpowiedziała łagodnie.
-Simona jest na nich wściekła!- wtrąciła Lena- może ja jej to wszystko wytłumaczę, że to nie ich...
-Spokojnie, narazie niech sami sobie wszystko wyjaśnią, tak będzie najlepiej- przerwała jej Agnes.
-No może...- bąknęła z przekąsem Lena.

***

Cała trójka prawie biegła przez środek korytarza, mijając co jakiś czas zdziwionych lekarzy i pacjentów. Nagle Simona skręciła w boczną salę, gdzie nikogo nie było i zaryglowała drzwi.
-Kto wam kazał wyjść z hotelu?!- ryknęła.
-Nikt, ale musieliśmy zejść na dół- powiedział z powagą Tom.
-A po cuż to, hę? Aby rozjechali was żywcem mafiozi na środku ulicy?!
-Nie!!- krzyknęli razem.
-Dobra mów, młodszym się ustępuje- rzekł, ledwo powstrzymując się od śmiechu Tom. Widać, że świetnie się bawił, to jednak doprowadzało Simonę do szału. Bill natomiast był przyzwyczajony do tego i wogóle nie zwrócił uwagi na docinkę brata i zaczął:
-Mafiozi wyrzucili do nas kartkę przez okno samochodu, więc razem we czwórkę postanowiliśmy po nią pójść, bo myśleliśmy, że będzie na niej coś ważnego- powiedział, gestykulując.
-Cała czwórka?!- zapytała podejżanie Simona, a Tom zrobił dziwaczną minę, wiedząc dobrze, że to był jego pomysł.
-Tak!- powiedział Bill, patrząc na brata, a ten mrugnął do niego okiem.
-Niech będzie. Mam nadzieję, że wyciągneliście z tego jakieś wnioski i na drugi raz czegoś takiego nie zrobicie- paplała matka, a oni udawali, że ją dokładnie słuchają.
Po monologu kobiety wszyscy wyszli z sali. Chłopaki poszli do Agnes i Leny, a Simona zeszła na dół do menadżera Tokio Hotel i razem odjechali.
-Dzięki stary już ze setny raz ratujesz mi życie przed Simką- szczerzył się starszy Kaulitz.
-A drobiazg- palnął Mecki. Dochodzili do sali swych przyjaciółek.
Bill zatrzymał się przed drzwiami do pokoju, gdzie leżała dziewczyna i spytał z dziwną miną Toma:
-Ej, a co właściwie było na tej kartce?
Dred lekko zadrżał, ale po chwili wyjął z kieszeni swych wielkich spodni pogiętą, białą kartkę i wyjąkał podając ją bratu:
-Sam przeczytaj...
Czarnowłosy wytrzeszczył oczy i lekko otworzył usta, a papier wyleciał mu z rąk na podłogę...CDN

***

Wróciłam. Po dwóch dniach z nową notką i szablonem. Mam nadzieję, że się podoba :P Męczyłam się prawie całe te dwa dni żeby wszystko na blogu był ok poustawiane itp. jeszcze na dodatek wkółko mi połączenie z neostradą przerywa i wogóle zmiany na stronie głównej nie chciały się zapisywać. Mam już dosyć... jutro poinformuję o notkach... a może jeszcze dziś... nie wiem... Pozdrawiam! :*

...Dark passion play...

¤ komentarze [81]



środa, 24 stycznia 2007 » 16:11:23 » ROZDZIAŁ XV

Promienie wschodzącego słońca niepewnie przeciskały się przez żaluzje na sali. Był chłodny poranek. Na szpitalnym korytarzu panowała niezwykła cisza i spokój. Najdrobniejszy szelest roznosił się wokoło. A jednak ktoś tam był... dwa nierówne i szybkie oddechy stojących przy szybie nastolatków, wpatrujących się zawzięcie na salę... salę, na której leżała dziewczyna, blondynka. Spała. Jednak ktoś przy niej cały czas siedział...

-Tom co ci powiedział lekarz?- zapytała, drżącym głosem Lena. Oczy miała całe zapłakane i opuchnięte, a lewa noga tkwiła w twardym, białym gipsie.
-Trzeba czekać- odpowiedział krótko Tom, patrząc się zawzięcie w jeden punkt.
-To może ja tam do niej pójdę...
-Nie- chłopak złapał ją za ręke- wystarczy jak jest przy niej Bill. Jezu wiesz jakie on może mieć teraz wyrzuty sumienia...
-Siedzi tak już 5 godzin... od momentu, gdy tu przyjechaliśmy- odparła smutnie dziewczyna.
-Taakk.. dzwoniłaś do swojej matki?- zapytał Tom, próbując chociaż trochę odciągnąć myśli Leny od tego wypadku.
-Tak, powiedziała, że przyjedzie niedługo.
-Yhym...
-Przepraszam bardzo, czy rozmawiam z panem Kaulitzem?- z grobowego nastroju wyrwał ich doktor, trzymający w ręku grube formularze i karty.
-Zależy z którym...- wyjąkał cicho Tom.
-Obojętnie... proszę... zapraszam do gabinetu- odpowiedział krótko i ruszył szybkim krokiem wzdłuż korytarza. Dred westchnął, spojrzał serdecznie na brunetkę i poszedł za lekarzem.
Lena została sama. W głowie szumiał jej jeszcze ten pisk i krzyki, nie mogła uwierzyć, że do tego doszło... opadła bezradnie na krzesło stojące obok.
-To moja wina- wyszeptała do siebie- jakbym nie kazała jej iść...- dziewczyna zalała się łzami... oparła sie o ścianę i usnęła...

***

Tom szedł zdenerwowany za doktorem. W końcu doszli do jego gabinetu i weszli do środka. Pokój był bardzo mały, ale jednak miał swój urok. Białe ściany, starannie dobrane meble, a na podłodze leżał duży, zieleony dywan. Przez okno za biórkiem wpadały promienie słońca. Chłopak jednak nie zwracał kompletnie na to uwagi, chciał tylko dowiedzieć się wszystkiego o stanie zdrowia Agnes. Usiadł niechętnie na krześle przy stole naprzeciwko lekarza i czekał...
-A więc...- zaczął mężczyzna, wziął do ręki kartę i zaczął badawczym wzrokiem śledzić każdą stronę, w końcu rzekł- dziewczyna miała dużo szczęścia... yyy... a przepraszam bardzo jest pan kimś bliskim dla poszkodowanej?
-Ja... jestem jej przyjacielem...-rzekł krótko.
-Rozumiem.
-I...??
-Aaa jak już mówiłem Agnes miała dużo szczęścia, skończyło się tylko na małym urazie głowy, złamanej ręce i kilku zadrapaniach... za pare dni powinniśmy już ją wypisać ze szpitala. Jednak, będzie potrzebowała przez pare kolejnych tygodni stałej opieki- dokończył facet.
-Już się o to postaramy. Dziękuję- odrzekł Tom i wyszedł z gabinetu z uśmiechem na twarzy.

***

Bill siedział ze spuszczoną głową koło Agnes. Wpatrywał się w nią zawzięcie, tylko co jakiś czas spoglądając w okno, na niebo... Dziewczyna była cała blada, leżała bezradnie na łózku z ręką w gipsie i podrapanym polikiem. Spała, przynajmniej tak mu sie wydawało...
-Przepraszam cię... wybacz mi, że cię nie posłuchałem... wybacz...
Chłopak złapał dziewczynę za chłodną ręke.
-Nie mam ci czego wybaczać- usłyszał w odpowiedzi... CDN

***

Witam, witam!!!!! Przepraszam za taką beznadziejną notkę, wiem, że obiecałam długą, ale nie jestem w stanie dużo pisać. Jestem chora :( Ale nie martwcie się... od poniedziałku mam ferie i wtedy napiszę nowy rozdział!!!! Wielkie sorry, że nie poinformuję WSZYSTKICH z listy, ale naprawdę nie mam siły, wybaczycie ?? :( Pozdrawiam :*:*

***

Musiałam zmienić szablon... tamten mi się już znudził i były na nm stare zdjęcia, a trzeba być na bieżąco :P Czekam na wasze opinie odnośnie szablonu... mi się podoba, ale coś mi w nim jednak brakuje... :P Pozdrawiam :*:*


...Dark passion play...

¤ komentarze [80]



czwartek, 28 grudnia 2006 » 13:33:55 » ROZDZIAŁ XIV

Nastała grobowa cisza. Nikt nie odzywał się ani słowem, słychać było tylko nierówne oddechy przyjaciół. Wiatr ucichł... Czerwone Ferrari zatrzymało się przed bramą hotelu, przednie, automatyczne okno otworzyło się. Oczom bohaterów ukazał się zarys ciemnej sylwetki Dera i błysk jego czarnych okularów. Wyrzucił on przez drzwi jakąś kartkę i podejrzanie się uśmiechnął. Odrazu, ledwo zamykając okno odjechali z piskiem opon.
Po tym zdarzeniu wszyscy wpatrywali się w ten sam punkt, ani myśląc chociażby się ruszyć. Tym punktem oczywiście była tajemnicza kartka. Po paru minutach ciszę wreszcie przerwał Tom:
-Ja idę po to.
-Zwariowałeś?! A jak oni tam się czają za rogiem i tylko czekają aż wyjdziemy?- warknęła zdesperowana Lena.
-Tak z siekierami i piłami mechanicznymi! Nie panikujcie, zaraz wrócę...- ciągnął Tom, odwracając się na pięcie do pokoju.
-To ja idę z tobą- powiedział niepewnie Bill i już miał iść za bratem, ale Agnes złapała go mocno za rękę i powiedziała:
-Nawet o tym nie myśl!
-Zabronisz mi?- zapytał, lekko się uśmiechając.
-Nie... poprostu nie chcę żebyś szedł, bo martwię się o ciebie...
-Bill idziesz czy nie?!- krzyknął z korytarza Tom.
-Idziemy wszyscy!- odpowiedziała mu Lena i pociągnęła Billa i Agnes przez pokój.
-Ja nie chcę iść!- protestowała blondynka, wlokąc się po schodach na dół.
-Oj przestań, jak coś się stanie to ochronisz Billa...- chichotała Lena.
-Bardzo śmieszne!
-Cicho baby... przechodzimy teraz koło pola minowego... ma być spokój i cisza- szepnął Tom, idąc na palcach i podtrzymując swoje ogromne spodnie. Dziewczyny spojrzały na niego ja na wariata.
-Przechodzimy koło pokoju Simony- wytłymaczył im Bill, naśladując brata.
-Hehehe- zachichotała Lena.
Agnes natomiast kompletnie nie było do śmiechu. Szła jako jednya z grobową miną, nie odzywając się. Szła na siłę... no bo jak wszyscy idą no to i ona. Tylko ona czuła, że stanie się coś złego...
Wyszli na dwór. Tom podbiegł do drzewa i schował się za jego pień, powoli zbliżał się do barmy.
-To ja pójdę z drugiej strony- zaproponowała Lena i pobiegła w przeciwną stronę niż Tom.
Bill i Agnes zostali na środku zaledwie pare metrów od leżącej na ziemi kartki. Spojrzeli na siebie, blondynka rozglądała się niepewnie na wszystkie strony, natomiast czarny ruszył do przodu. Zimny dreszcz przeszedł Agnes po całym ciele...
-No to na cztery wszyscy wyskakujemy do kartki i pędem do hotelu- szepnął dred do Leny i Meckiego.
-1...
-2...
-3...
-Bill nie!!!!- wrzasnęła Agnes i pobiegła wprost na wokalistę.
-4...!!!
Tom i Lena rzucili się na kartkę. Dziewczyna upadła na ziemię, a chłopak chwycił papier i ruszył pędem do budynku, zatrzymał się jednak i zawrócił, widząc co się dzieje z resztą... i słysząc ten przeraźliwy pisk...
Agnes siłą rozpędu wepchnęła Billa na ulicę i przewróciła się razem z nim. Lena piszczała... oślepiły ją światła samochodu, siedziała bezradnie na chodniku i ogromnym bólem nogi. Tom również przymknął oczy i po omacku podszedł do Leny. Oświetliły ich ogromne, jasne światła reflektorów... Bill i Agnes zniknęli im z oczu, widzieli tylko dym i ten błysk...
-Proszę cię, nie rób mi tego... nie odchodź...- szeptał zrozpaczony Bill, klęcząc nad dzewczyną. Łza spłynęła mu po policzku... przecież on nawet jej dobrze nie poznał...
Światło znikło, dym opadał... Ferrari odjechało... nastała znów cisza... Myśli chłopaka spowiła mgła, nic nie czuł i nie myślał... ciemność rozpostarła mu się przed oczami... Rzeczywiście pewnie uratowała mu życie... Ochroniła go...CDN

***

Przepraszam, że tak krótko, obiecuję, że po Sylwestrze napiszę długą notkę ;] Normalnie szok... tyle komentarzy. Poprostu wielskie DANKE !!! No to do zobaczenia w Nowym Roku !!! :*

***

Aaaa!!! Zrobiłam film! Lepsza jakość i wogóle!!! Looknijcie!!! :D

---->>>Tokio Hotel Video :*
!!!

>>I jak ?? ;]

***

No nie mogłam się powstrzymać... muszę wkleić filmik z teledyskiem... poprostu mnie zatkało jak go obejrzałam... Bill w tych włosach jak w tym szeregu idzie jest... taki... taki... CUDOWNY?! Poprostu szok! :*



JAK DLA MNIE BOMBA!! :D
a dla Was ??


...Dark passion play...

¤ komentarze [109]



sobota, 25 listopada 2006 » 18:07:49 » ROZDZIAŁ XIII

Jechali w milczeniu, gdy dojechali przed hotel w Stuttgardzie było coś koło 2 w nocy. Na dworzu panował przyjemny spokój i cisza. Lekki, lipcowy wiatr muskał ich twarze.
-Ej brat, ocknij się!- zawołał Tom, wyciągając swoją torbę z bagażnika.
Bill stał oparty o maskę samochodu i wpatrywał się nieruchomo w niebo, zupełnie nie zwracał uwagi na innych. W końcu Simona podeszła do niego.
-Może byś tak wziął swoją walizkę i wszedł z nami do hotelu?- zapytała, spoglądając na syna podejżanym wzrokiem.
-Już- zkwitował krótko i podszedł do Toma, który pomagał dziewczynom z torbami i swoją gitarą.
Na górze panował istny chaos. Simona latała po korytarzach jak opętana z kluczami do pokoii, Bill wlókł się po schodach jak pijany, Tom zaklinował się w drzwiach ze sprzętem, a dziewczyny śmiały się głośno, widząc ten cały cyrk.
-Dobra ty pomóż Billowi wdrapać się na drugie piętro, a ja pójdę do Toma, bo słysząc jego lamentowanie, wnioskuję, że sam sobie z tymi gitarami nie poradzi...- zachichotała Lena i pobiegła do dredziarza. Agnes natomiast, dusząc się ze śmiechu zeszła do czarnego. Obie były takie szczęśliwe...
-Bill... ty coś piłeś czy jak?- zapytała z naciąganą powagą blondynka.
-Eeee... nie... poprostu jestem śpiący- odrzekł wokalista, ziewając i łapiąc się za poręcz kręconych schodów.
Nagle wpadła z góry wprost na nich Simona.
-Oooo moje maleństwa...- zaczęła.
-Mamo...- przerwał jej półprzytomny Bill, ale ta zupełnie nie zwracała na niego uwagi i ciągnęła dalej:
-Chcecie pokój z balkonem czy łączonym tarasem, a może...
-Mamo...- Kaulitz nie dawał za wygraną.
-A i jeszcze firanki... w pokoju 215 są takie śliczne turkusowe to może by tam dziewczynki...
-Mamo...- Bill już wychodził z siebie, a Agnes chichotała pod nosem.
-I to tak niedaleko od was, tylko tamtym korytarzem i... i...
-Momo!! Przestań!! Daj nam klucze do dwóch pokoi obok siebie ze wspólnym tarasem... i na drugim piętrze, bo wyżej nie dojdę!!!- warknął Mecki.
-Ale na 5 piętrze są takie ładne dywany...
-Mamo!! Nie... zrób tak jak mówię!! Tak będzie najlepiej!!
-Dobrze- Simona spoważniała- macie tu pokoje 167 i 168.
Wręczyła im dwa klucze i zeszła na dół do recepcji, gdzie stał menadżer Tokio Hotel i kilka policjantów z radiowozów. Bill odetchnął z ulgą i spojrzał na Agnes:
-Ona tak zawsze- powiedział z uśmiechem i razem weszli na drugie piętro, gdzie Lena z Tomem przepychali walizki.
-O!!! Nadeszła pomoc!!!- krzyknął z drugirgo końca korytarza dredziarz i pomachał do nich ręką. Brunetka podeszła do przyjaciółki i dała jej ogromną czarną walizkę, która stała pod ścianą.
-Do 168- powiedziała Agnes i razem z Billem wepchnęła ją do pokoju.
Gdy wszyscy się już rozpakowali zeszli razem na dół, gdzie czekała na nich Simona, menadżer i szef policji.
-A więc znaleźliśmy się w niezręcznej sytuacji... gdy was porwano, pod halą zebrała się masa dziennikarzy i fotoreporterów i próbowali się czegoś dowiedzieć- tu westchnął- i znając życie jutro będziemy na okładkach gazet, a na dodatek polecą plotki o dwóch dziewczynach- spojrzał na Lene i Agnes- które weszły se przez ten tłum i ochrone do środka, bo podobno jedna z nich jest moją córką... i...- przerwał smutno menadżer, opierając się ciążko o ladę recepcji.
-Jeśli mogę się wtrącić- zaczął grubym głosem głosem policjant- jak panie jechały z nami w radiowozach to napewno kilka osób to widziało... oj niezły tłum był...
-Ale jak wogóle do tego doszło?- zapytała Simona, wyjmując z torebki papierosa, a Tom przeleciał ją zabójczym wzrokiem i zaczął:
-Wyszedłem se z Billem przed hale na zewnątrz tylko...
-Gdzie? Na środek ulicy, gdzie pełno ludzi?- prychnął policjant.
-Nieee... tam z tyłu koło zaplecza...- ciągnął dalej skejciarz, ignorując glinę- i nagle chyba ktoś mnie walnął z tyłu w głowę i... i... nie wiem. Obudziłem się już w ich aucie, w tym czerwonym Ferrari.
-Przecież macie się nigdzie nie ruszać bez ochroniarzy!- krzyknęła Simona.
-Taaak... już zupełnie nie możemy mieć swojej prywatności!!!- zaczął kłócić się Tom.
-Bill, a ty pamiętasz coś więcej?- zapytał menadżer.
-Nie... zupełnie to samo co mój brat. Pamiętam tylko to, że wychodziłem z budynku, a potem już tylko... ten samochód i śmiech mafiozów.
-Dobra koniec już tego przesłuchania!!- warknęła do facetów matka bliźniaków, mocno poddenerwowana sprzeczką z Tomem.
-Jasne, ale jeszcze mam parę pytanek do dziewczyn...
-Innym razem!!- odpowiedzieli wszyscy chórem, a mężczyźnie nie pozostało nic jak tylko pożegnać się, spisać raport z najważniejszych wydarzeń i odjechać z hotelu na komendę z resztą policjantów. Tak też uczynił.

***

Lena i Agnes siedziały nieruchomo na swoich łózkach w hotelowym pokoju. Zupełnie nie chciało im się spać, chociaż dochodziła już 3 nad ranem.
-Jak myślisz czy ten policjant się na nas wściekł, że same poszłyśmy do lasu? W końcu przecież za nas odpowiadał- spytała blondynka, opierając się o ścianę.
-Nie wiem, pewnie tak, ale naszczęście wszystko się dobrze skończyło- odpowiedziała smętnie Lena i wzięła do ręki swoją komórkę. Nieodebrane 4 połączenia od matki. "Później do niej zadzwonię"- pomyślała.
Nagle obie usłyszały pukanie, dochodzące zza ściany, a chwile później zobaczyły, że na tarasie stoją bliźniaki. Natychmiast do nich wyszły.
-Nie chcę wam się spać?- zapytała Agnes, wpatrując się w pełnię księżyca.
-Mi już nie... po tym wszystkim co się stało...- odpowiedział Bill.
-A tak wogóle to fajny pomyśł z tym szukaniem psa. Jak zobaczyłem wtedy miny mafiozów to zachciało mi się nieźle śmiać- wypalił dredziarz.
-A tak jakoś mi do głowy wpadło, ale i tak bez waszej pomocy byłoby po nas- rzekła Lena.
-Ale niezła zabawa była- zaśmiał się Tom.
Po chwili milczenia Lena powiedziała:
-To ja już idę do pokoju- i znikła za tarasowymi drzwiami.
-Dobra to ja też, spać mi się zachciało- wyszczerzył się mop i wbiegł do swojego pokoju tak, że lampa stojąca na stoliku spadła na podłogę, robiąc wielki hałas.
-Tylko się mi tam nie zabij- mruknął pod nosem Bill.
-Mi tam się nie chce spać, mogłabym tak tu postać całą noc i wpatrywać się w gwiazdy- powiedziała Agnes i przysunęła się do czarnego bliżej.
-Ja też.
-Coś ty taki zamyślony?- zapytała blondyka.
-Martwię się o...- tu przerwał.
Oboje patrzyli się na siebie i powoli zbliżali swoje twarze. Serce Agnes waliło jak oszalałe... już... już...
-O kur...- zaczął niepewnie Bill i lekko odsunął sie od dziewczyny.
-Co się stało?- zapytała ze stracham.
-Tam!! Widzisz??!!- krzyknął chłopak i wskazał ręką na ulicę.
Z pokojów wylecieli Tom i Lena i oparli się o ramiona przyjaciół, tak, że Bill i Agnes zostali przygnieceni do barierki tarasu, ale to teraz nie było ważne...
-O w morde- warknął Tom, przełykając głośno ślinę.
Cała czwórka patrzyła się w osłupieniu i bez ruchu na jeden punkt.
-Cicho... bez paniki...- szepnął ostrożnie Mecki, widząc jak czerwone Ferrari przejeżdża wolno koło hotelu... CDN

***

Hej! Tak więc nadszedł ten moment i napisałam wreszcie notkę XD Dziękuję bardzo za taką ogromną ilość komentarzy... nie no jesteście wspaniali :* :* Jak wiadomo TH nie przyjechało do Polski na Jetixa, ale trudno... poczekamy jeszcze trochę i się doczekamy... i to już niedługo... :P Denerwują mnie tylko niektóre osoby, które ich z tego powodu, że nie przyjechali wyklinają itp. Ludzie przecież jakby to tylko zależało od TH to już dawno by do Polski przyjechali... ale jest jeszcze menadżer i inni co im ustalają takie rzeczy!! Więc nie ma co się tak denerwować... już niedługo... zobaczycie... ;]

***

Zapraszam Wszystkich na bloga: LEBEN-TH
!!! Jest tam piękny szablon, który poprostu zwalił mnie z nóg XD Wejdźcie tam i się przekonajcie... naprawdę warto :P Pozdr :*

***

Ludziska przepraszam, że notki tak długo nie ma, ale mam szlaban i wpadam tylko na chwilę do kompa jak rodziców nie ma :P Nawet kabla muszę od monitora szukać bo mi chowają :( Więc nie wiem kiedy news... może za tydzień, a może wcześniej... no nie wiem, ale napewno jeszczę przed świętami napiszę :] Przepraszam Was !!! :*

***

Dopisek, dnia 20.12.2006, godzina 00:07 ;P
Hejka moi kochani... już do Was wróciłam!!! To było straszne... 12 dni bez kompa i netu... odcięcie od świata totalnie... ale to już nie przez zakaz tylko komp mi cały siadł przez wirusy ;( Ale już ok tylko wszystko wgrywa się od początku... Poprostu szok... właśnie DOPIERO TERAZ się dowiedziałam o koncercie TH w Polsce... ale i tak bileciki mam załatwione (oj jak miło je w ręku trzymać, jak coś to znajdziecie mnie w sektorze "T" tuż przy VIP-ach:) Normalnie ostatnio nie mam na nic czasu, ale obiecuję napisać notkę... w czwartek lub piątek przed świętami... a potem to już pewnie w nowym roku, bo wyjeżdżam, ale nie na długo :D No to chłopaki biorą się ostro do roboty... new płyta, album, klip... i masa koncertów... no poprostu, aż chce się żyć!!! Hehe... jutro wieczorem poodpisuję na komentarze... a narazie już lecę... ale nie spać... hehe... zobaczycie :P Buziaczki!!! :*



...Dark passion play...

¤ komentarze [130]



środa, 8 listopada 2006 » 19:40:58 » ROZDZIAŁ XII

-Musimy poszukać Agnes i Toma- zaproponował Bill, rozglądając się wkoło.
-Nom, tylko którędy oni pobiegli?- zapytała Lena i spojrzała się na niebo dodając:- zaraz zajdzie słońce.
-To musimy się pospieszyć!- odpowiedział Bill i pociągnął dziewczynę za ręke.
Biegli na północ... chyba... było coraz ciemniej, Lena co chwilę potykała się o jakieś gałęzie i krzaki. Mecki leciał jak opętany, był taki... inny... taki normalny ?? Nie taki jak w gazetach, wywiadach i TV... był normalnym człowiekiem... Natrafili na małą ścieżkę i zatrzymali się przy niej.
-Może zawołamy?- zaproponowała brunetka, ale tylko sie wygłupiła.
-No co ty, jeszcze nas mafiozi usłyszą. Ja bym poszedł tą drogą, napewno gdzieś prowadzi... do jakiejś ulicy... domu...- rzekł spokojnie Bill.
-No masz racje- przytakneła i spuściła wzrok.
Lena i piosenkarz szli jeszcze kilka minut, gdy nagle w krzakach coś zaszeleściło.
-Spokojnie- powiedział Bill spoglądając na roztrzęsioną Lene. Podszedł powoli do krzaków i szepnął:
-Jest tam kto?
-Psstt! Brat to ty?- odpowiedział mu znajomy głos.
-Tom! Jest z tobą Agnes?
-A pewnie, że jest! Już się nieźle poznaliśmy i... teges..
-Nie zaczynaj! Wyłaź z tej zieleniny musimy się wydostać z tego lasu!- powiedział stanowczym głosem Bill.
Lena rzuciła się w ramiona Agnes ze szczęścia.
-Jak dobrze, że znów jesteśmy razem!- wrzeszczała brunetka.
-No, strasznie się o was martwiłam!- powiedziała z uśmiechem Agnes.
-Dobra laski idziemy! I nie róbcie takiego hałasu- rzekł dredzierz.
-Ha, znalazł się 'przewodnik'- parsknął ze śmiechu Bill.
-No dobra, jak chcesz to ty prowadz, a ja pójdę z tyłu z dziew...
-Idziemy razem!- warknął czarny i zmierzył Toma zabójczym wzrokiem.
-Ty jesteś ode mnie młodszy, słucha się starszych!- warknął mop.
-Ale i głupszy na rozumie...
-Ekhmmm... możecie skończyć ??- spytała uprzejmie Lena i stanęła między bliźniakami.
-Możemy- odpowiedzieli razem.
-Ok, to ja będe prowadzić- rzekła triumfalnie i wszyscy ruszyli w drogę.
Agnes szła z tyłu trochę speszona obecnością Kaulitzów. Tom szedł z przodu z Leną i o czymś gadali. Bill podszedł do blondynki. Szli trochę w milczeniu, ale po chwili Mecki zaczął:
-Słyszeliście strzały po tym jak się rozdzieliliśmy?
-Tak... trzy chyba. Strasznie się wtedy przestraszyłam, że się wam coś stało- odpowiedziała Agnes.
-To samo pomyślała Lena...
-Przyjechałyśmy tu razem z policją i waszym menadżerem. Uciekłyśmy nawet z radiowozu, bo nie pozwolili nam z nimi iść...- mówiła Agnes, patrząc się na przyjaciółkę, która właśnie była gilgotana przez Toma.
-Taak... nasz menadżer jest bardzo wybuchowy- zaśmiał się Bill.
-Mam twoją opaskę, znalazłyśmy ją w lesie...- rzekła blondynka i podała chłopakowi czarno-białą ozdobę.
-Dzięki wielkie! Myślałem, że już przepadła!
Agnes przeszedł dziwny dreszcz. Bill jej dziękuję ?? Boże to jakiś sen, oby trwał wiecznie... Chciała powiedzieć czarnemu co wtedy naprawdę poczuła, gdy znalazła tą opaskę, ale nie miała odwagi, nie... jeszcze nie... Nie chciała z siebie robić napalonej, maniaczko-fanki... jeszcze nie teraz... Jej przyjaciółka natomiast w tej chwili świetnie się bawiła:
-Tom! Uspokój się, proszę!!!- piszczała ze śmiechu Lena.
-Jak dobrze, że ja nie mam łaskotek...- zachichotała Agnes.
-Taaak?- zapytał podejżanie Bill.
-Noo nnnnaprawdę!!
-Zaraz się przekonamy...
-Aaaaaa!!!- dziewczyny piszczały i uciekały przed braćmi którzy je gonili wzdłóż ścieżki. Było im na tyle łatwiej, że było już prawie ciemno na dworzu.
-Brat szybciej!- krzyknął gdzieś z zaświatów Bill, przynajmniej tak go słyszały przyjaciółki.
Nagle Lena i Agnes wparowały prosto na jakąś szosę...
-Stooop!- krzyknęły- znalazłyśmy ulicę, tam jest latarnia!
-Dobra koniec, ale jeszcze się z wami policzymy- warknął zawzięcie Tom, dysząc.
Cała czwórka szła pustą ulicą. Po pewnym czasie usłyszeli wycie syreny.
-Heh to pewnie radiowozy, szukają nas- powiedziała Lena i wszyscy wyszli prawie na środek drogi.
Brunetka miała rację, zaraz oświtliły ich światła samochodów i ujrzeli przed sobą menadżera TH i Simonę, którzy wybiegli jak opętani z auta.
-Nic wam się nie stało?- pytała roztrzęsiona matka Kaulitzów, ściskając i trzymając ich za ręce.
-Mamo... spokojnie, nic nam nie jest- odpowiedział Bill.
-Jak wyglądał ten szef mafiozów? Wyznaczyli za niego niezłą sumkę- zapytał menadżer- a i jutro jest koncert w Stuttgardzie, dacie radę zagrać?
-Daj pan spokój, nie widzi pan, że on cali się trzęsą ze strachu- tu bliźniacy spojrzeli się na nią jak na wariata, a dziewczyny cicho się zaśmiały- i tylko o kasie pan myśli!- warknęła Simona, a facet zrobił grobową minę i odszedł na bok i gdzieś zadzwonił.
-To jest Lena i Agnes- nasze wybawicielki- powiedział Tom.
Dziewczyny grzecznie sie przywitały i przedstawiły.
-Jedziemy wszyscy, łącznie z wami dziewczynki do hotelu w Stuttgardzie. Opowiecie mi jak to było i wogóle. Chodźcie do samochodu, bo się zaczyna chłodno robić!- tu spojrzała na zegarek- o rany już 23:00!
-Dobrze- powiedział na odchrzan Bill.
Wrócił menadżer i oznajmił:
-Przełożyłem wasz koncert na pojutrze, a Gustav i Georg przyjadą do hotelu jutro z samego rana- zkwitował, usmiechnął się i wsiadł do auta.
Reszta również zajęła miejsca w radiowozie i ruszyli w droge do miasta, w mroku nocy...CDN

***

Heh dziś skończyłam normalnie XD Nie wiem jak mam dziękować Wam za tyle komentarzy! Poprostu wielkie :* :* :* :* :* Notka pewnie pojawi się za około tydzień lub dwa, zależy od ilości komentów ;] Pozdrawiam!

Niech Bill będzie z Wami, szczególnie 22 listopada ;P Eh jak dobrze, że mam ten Teatr Polski 4 ulice od mojego domu...

...Dark passion play...

¤ komentarze [82]



wtorek, 24 października 2006 » 21:28:28 » ROZDZIAŁ XI

-Nie uciekniemy już...- zaczęła bardzo cicho, prawie niesłyszalnym głosem Agnes.
-Nawet nie mam zamiaru- powiedziała szeptem roztrzęsiona Lena. Nogi miała jak z waty, nic nie czuła prócz nienawiści do mafiozów. Chciała tylko skopać im tyłki i uwolnić bliźniaków. Ha! Ale co ona mogła zrobić z Agnes przeciwko trzem typkom z bronią. Nagle wpadł jej do głowy pewien pomysł...
-Będziemy grać idiotki, no wiesz tak jak wtedy przed dyrektorką, tylko nie palnij żadnej głupoty- zaproponowała i puściła przyjaciółce oko, a ta skinęła głową, że się na taki plan zgadza. Nie była jednak zbytnio przekonana... Obie wypadły z chichotem z krzaków centralnie na metr odległości przed Fluxem, który stanął jak wryty i niepewnie namierzył na nie pistoletem. Dziewczyny starały się zachować spokój, ale to nie było takie łatwe...
-Stać! Co tu robicie?- zapytał ostro facet.
-Hihihi... co? My? My szukamy... psa! Nie widział pan może? Taki biały z puszystą sierścią był... oj przepadła biedaczyna. A tak wogóle to po co ta broń?- wypaplała Lena kiwając się na boki i specjalnie nie myśląc co mówi. Trzymała się przy tym za ramię równie półprzytomnej Agnes, która o mały włos, a przewróciłaby się na ziemię.
-Marsz tam do przodu- warknął Flux, wskazując im pistoletem drogę skąd przyszedł.
Dziewczyny nie miały wyboru i posłusznie poszły w wyznaczone miejsce. Starały się iść powoli, kołysząc się i śmiejąc cicho, ale w takiej okropnej sytułacji strasznie te zachowanie naciągały. Wpadły na środek prawie obok bliźniaków i na wprost Dera i Crapa. Szef mafii wstał spokojnie i usmiechnął się przez zęby. Juz miał zacząć, ale Bill go wyprzedził:
-Co wy tu robicie?!- zapytał ze zdziwieniem, wstając z pnia drzewa i robiąc minę jak lekko psyhiczny koleś.
-Znasz te laski?! Ty tajniaku, jak mogłeś! Ja rozumiem jedną, ale dwie?!- syknął Tom, spoglądając podejżanie na brata.
-Zamknijcie się gówniarze, a ty siadaj!- warknął Crap i zepchnął mocno stojącego Billa na drzewo.
-Skurwiel...- wycedził przez zęby czarnowłosy i spojrzał się znów błagalnie na dziewczyny. Tom również bacznie się im przyglądał.
One nadal zachowywały się trochę dziwnie, ale Lena puściła bliźniakom dyskretnie oczko i oboje po chwili zrozumieli o co chodzi i się uspokoili.
-Z kim mam przyjemność ?- zaczął niezwykle szarmanckim tonem Dero.
-Ja jestem Yulia, a to moja siostra Vanessa- zkłamała na poczekaniu Lena. Spojrzała na zdziwioną Agnes, a potem na oszołomionych Kaulitzów... nagle jej wzrok zatrzymał się na wrednym spojrzeniu mafioza, który ironicznie się usmiechnął i odpowiedział:
-Ach taaak... no to miłe towarzystwo nam się trafiło...
-Ale my musimy juz iść- wtrąciła Agnes.
-Hehe nie musicie- zaśmiał się Flux- a z resztą i tak juz nigdzie nie pójdziecie.
Lena poczuła w głowie ogromny ból i gulę w gardle. Opanował ja taki strach... jednak to nie był za dobry pomysł, może jednak lepiej by było poczekać w aucie...
-Idziemy szukać psa, a wy se możecie tu siedzieć całymi dniami i nocami- odpowiedziała, złapała za ręke Agnes i juz miały szybkim krokiem odejść, gdy usłyszały za sobą trzask nabijanego pistoletu...
-Ani kroku dalej...- fuknął Crap, dziewczyny natychmiast się odwróciły z wytrzeszczonymi oczami. Po sekundzie Bill wstał i stanął przed nimi, to samo zrobił Tom.
-Jeśli im coś zrobicie...- powiedzieli oboje.
-To co?- zapytał ze śmiechem Dero i splunął ponownie na trawę.
-Znaleźli się wielcy mafiozi... ble ble ble...- paplał Tom, jednak to nie było zwykłe gadanie... to była część jego planu... W tym samym czasie Bill, który stał obok roztrzęsionych dziewczyn powiedział do nich szeptem nie odwracając głowy...
-Jak Tom powie "Stuknięci" uciekamy wszyscy w bok w tamte krzaki... ja z Leną w prawo, a wy w lewo...- mówił, prawie przez zęby, nie otwierając ust.
-Yhym- chrzaknęły obie.
Dred nadal kontynułował swoją gadkę:
-Jesteście niedorozwojami! Oszustami!- wyliczał. Mafiozi jednak po krótkiej chwili mieli tego dosyć i podeszli kilka kroków bliżej całej czwórki.
-Coś jeszcze?- fuknął zniecierpliwiony Flux.
-Jesteście STUKNIĘCI !!!
Ech rozniosło się po całym lesie... Lena nic nie czuła... Bill złapał ją za reke i biegła z nim na oślep przez krzaki i pomiędzy drzewami. Agnes z Tomem zniknęli jej z oczu. W oddali słychać było strzał i przekleństwa. Zadrżała, gdy usłyszała ponowne strzały...
-A jak oni...- zaczęła wciąż biegnąc.
-Nic im nie będzie... już Tom się o to postara...- rzekł spokojnie i ścisnął jej ręke jeszcze bardziej.
Po kilku minutach biegu wszystko ucichło. Bill stanął i oparł się o pień, nierówno oddychając. Lena spojrzała się niepewnie w tył i ujrzała... pustkę... ciemny las i pnie drzew... nic... Zaczęło się ściemniać...
-I co teraz robimy?? ... CDN

***

Oj znów to robię... przerywam w środku akcji :P Ale nie martwcie się nową notkę napiszę za około tydzień lub w weekend, chociaż nie wiem czy nie wyjadę ;) Ogromnie dziekuję za tyle komentarzy i dodań do fav... jesteście kochani :* Pozdarwiam!

***

Edit z dnia 28.20.2006r. godz 8:05.
Kochani moi przepraszam, że nie odpiszę w ten weekend na komentarze, ale niestety wyjeżdżam i będę dopiero w niedzielę. Notkę postaram się napisać za tydzień w sobotę lub wcześniej. Trzymajcie się!!! :*

***

Zapraszam Wszystkich na bloga: VERFLUCHT-SEELE
!!! Jest tam piękny szablon i początek wspaniałego opowiadania mojej koleżanki!!! Zapraszam, wchodźcie i na jej bloga!! :D


...Dark passion play...

¤ komentarze [92]



wtorek, 10 października 2006 » 20:30:07 » ROZDZIAŁ X

-No szybciej, szybciej!- wołała zrozpaczona Lena, szarpiąc fotel policjanta-kierowcy, który trzymał mocno i wywijał kierownicą.
-Nie da rady, młoda pani! Jadę na sygnale tak jak można najszybciej... wiesz trudno jest dogonić takie Ferrari, które na autostradzie może jechać ze 240km/h! A właśnie zaraz wjedziemy na nią!- mówił szybko, ostro skręcając, tak, że dziewczyny wpadły na szybę... jednak zupełnie nie zwracały uwagi na to co się dzieje wokół nich, dla nich było tylko istotne dogonić mafię...
-Ja chyba taaaam widzę czerwone auto...!- jęczała Lena, wskazując palcem w kierunku bocznej trasy.
-Przestań! Ty teraz już cały czas widzisz czerwone samochody!- powiedziała spokojnie Agnes.
-Ale taaam było naprawdę, czemu mi nie wierzycie!- lamentowała dziewczyna, ale nikt już jej nie słuchał.
-Tam!- krzyknął drugi policjant siedzący obok kierowcy- skręcili w ta ścieżkę... do lasu ?! Po tych słowach menadżer siedzący z tyłu z przyjaciółkami ocknął się i natychmiast do kogoś zadzwonił. I zaczął:

Co? Tak, tak już widać te auto, chyba, to znaczy niedługo pewnie wszystko się wyjaśni... oczywiścię, zadzwonię, nie martw się i uspokuj się! Mam tu pomoc- tu spojrzał sie na Agnes i Lenę- tak pomoc... zobaczymy potem, muszę kończyć, zaraz... nie panikuj. Pa...

-Z kim pan rozmawiał?- zapytały obie, spoglądając na niego podejżanie.
-Z Simoną! Podobno Tom puścił jej sygnał, a teraz mają wyłączone komórki... a ona panikuje!
-No nie dziwię się!- odpowiedziała Agnes.
Nagle samochód gwałtownie się zatrzymał. Trzy radiowozy wgłębiły się w puszczę lasu i znikły im z oczu. Ich i jeszcze jedno auto zostało przy głównej drodze. Wszyscy wysiedli jak oszołomy.
-Czemu nie jedziemy dalej tam gdzie oni?- fuknęła Lena do polinjanta.
-Musimy się rozdzielić, jak znam życie to oni też się pomieszali i wtopili w las, by trudniej ich znaleźć- rzekł jak prawdziwy znawca.
-Aha, to gdzie mamy iść?- spytała Agnes
Słysząc to najstarszy dowódca odprysnął:
-Wy? Iść za bandytami? Chyba żartujecie?! Hahahaha! Marsz do radiowozu i czekać tam, a tak wogóle to kto ich tu pozwolił zabrać?
-Panie posterunkowy- zaczął grzecznie menadżer- my jechaliśmy w drugim aucie i one są świadkami i po prostu z nimi łatwiej...
-Nie! My za nie odpowiadamy i nie mam zamiaru potem się tłumaczyć jak się cos im stanie! I nie ma wyjątków! A więc trzech idzie ze mną na zachód, a reszta na północ!- zkwitował facet i już miał ruszać do drogi, ale menadżer go złapał za ramię.
-A ja?
-Pan może iść ze mną, ale... na własną odpowiedzialność!- odpowiedział ostro i zagłębił się z kompanami w las.
-Błagam was tylko nie zróbcie jakiejś głupoty- rzekł łagodnie menadżer do dziewczyn, siedzących z oburzeniem w aucie i znikł w lesie.
Po paru chwilach milczenia Agnes powiedziała:
-To co robimy?
Lena popatrzyła się na kleżankę jak na głupa i warknęła:
-A jak myślisz! Wyłazimy z auta i idziemy!
Gdy obie stały już przed wejściem na drogę do lasu Agnes zaproponowała by Lena zadzwoniła jeszcze raz do Billa, ale tak jak przypuszczały miał wyłączoną komórkę, albo ktoś mu wyłączył!?
Po paru chwlach biegu w lesie Agnes zatrzymała się i spojrzała do tyłu, z przerażeniem stwierdziła, że już nie widac ulicy...
-Zgubimy się napewno!- krzyknęła do Leny, która była już daleko z przodu.
-Nie marudź! Chcesz ich odnaleźć czy nie?- krzyknęła, tak, że echo rozniosło się daleko, daleko...
-Chcę! Nie krzycz tak, bo echo się roznosi i mogą nas tamci usłyszeć!- krzyczała Agnes.
-No właśnie to ty robisz największy hałas!- ryknęła przyjaciółka i...
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!- zapiszczała Lena, upuszczając swoją torbę na ziemię.
-Co?- spytała z przerażeniem Agnes, podbiegając do niej i stając w osłupieniu.
Lena ukucnęła i podniosła z ziemi czarną opaskę z czaszką... Łza spłynęła jej po twarzy...
-To było Billa...- szlochała- a jak im coś grozi... ja nie wytrzymam...
-Przestań wymyslać takie bzdury! A może on nam ślady zostawia! Bądź dobrej myśli, a nie załamuj się!- pocieszała Agnes i pomogła wstać zrozpaczonej Lenie wstać.
-Zaczyna się ściemniać- rzekła patrząc się w górę Lena, nadal trzymając mocno opaskę Billa.
-Ciiiii... słyszysz?- zapytała Agnes z nadzieja w głosie.
-Tam!- powiedziała szeptem i zagłębiła się w gęste krzaki.
W oddali zauważyły siedzących na wielkim pniu drzewa Kaulitzów. Obok nich chodziło dwóch typków ze splówami w rękach, a jeden siedział na drugim pniu naprzeciwko nich. Rozmawiali, i to dość głośno:

Dero: To jak będzie moje... ykhym... moi kochani? Zgadzacię się na taki układ?
Bill: Cwele...
Tom: Zgadzam się...
Dero: Słucham? Oj nieładnie, nieładnie... może jakieś sensowniejsze odpowiedzi, mamy czas...
Flux: Szefie, nie można by tak ostrzej?
Dero: Spokojnie, na to tez przyjdzie czas- odpowiedział z błyskiem w oku wyjmując papierosa.
Bill założył nogę na nogę i spojrzał się prosto w twarz Dera...
-Słuchaj pierdolona szmato... mów czego chcesz i daj nam odejść!
To jednak nie był dobry pomysł, bo czarnowłosy dostał w twarz od Crapa i mało a by spadł z pnia drzewa. Tom popatrzył się szatańskim wzrokiem na mafioza i odrzekł:
-Pożałujesz tego, prędzej czy później...
Dero tylko wrednie się uśmiechnął i wyciągnął komórkę, dzwoniąc do kogoś:
"10milionów euro jutro w tamtym miejscu co mówiłem... nie, dycha jest za jednego..."
Bill splunął pod jego nogi, a Tom zaczął:
-Kasa! Jak zwykle tylko to się dla was liczy...!
Dero: A jak by ina... -tu spojrzał w strone krzaków- co to za szelest?"

Lena i Agnes stanęły bez ruchu, widząc jak zbliża się w ich stronę Flux z pistoletem w dłoni... CDN

***

Oj wiem znów przerywam w takim momęcie... ;P
Baaardzo dziekuję za tyle komentarzy i dodań do fav :*
Oczywiścię pomiadomię TYLKO tych z listy, a jak na niej nie jesteście to się do księgi wpiszcie!
Pozdrawiam Was! Niedługo nowa notka (jak się uzbiera 100 komów, a jak ?! :)


...Dark passion play...

¤ komentarze [81]